O autorze
Nietutejsza. Emigrantka od roku 1997: wcześniej w Danii, obecnie w Niemczech. Ekonomista z wykształcenia, kreatywna dusza z natury. Matka. Hobby: łamanie stereotypów i mitów kulturowych. W wolnych chwilach pływa.
Tweetuje.

Gęby, pupy, (piersi), łydki

Instagram. Według najnowszych statystyk: najbardziej rozwijające się medium roku 2014. Dlaczego? Bez wątpienia dzięki ilości niesamowitych zdjęć, które można tam znaleźć, pięknej przyrody, zwierząt ze wszystkich stron świata, ujęć robionych często przez kompletnych amatorów, którzy dzięki kilku filtrom na chwile zamieniają się w prawie-profesjonalistów. Instagram pozwala też zaprezentować siebie w sytuacjach codziennych, odsłonić trochę własnego życia, zainteresowań, pasji. Coraz częściej również pozwala odsłonić własne ciało.

Śmiem twierdzić, że tę niezwykłą ostatnio popularność instagram zawdzięcza obezwładniającej wręcz ilości profili młodych i pięknych dziewczyn, które tam się regularnie rozbierają i wypinają swoje wdzięki do kamery. Oczywiście, w granicach wyznaczonych reguł, które brzmią w skrócie: sutki i narządy płciowe mają być zasłonięte.



Gdy faktycznie wejdzie się głębiej w ten wątek, można stwierdzić, że takich profili jest tam naprawdę multum. Przeglądając te strony ma się wrażenie, że każda dziewczyna prezentująca tam swoje kształty jest ładniejsza, bardziej atrakcyjna i bardziej roznegliżowana od poprzedniej...

To czysta forma przecież - powie ktoś. Bo co tak naprawdę w dzisiejszych czasach może być złego w pokazywaniu swoich kształtów, jeśli jest się młodą i piękną kobietą? Nie mam tu zamiaru robić z siebie bardziej świętej niż jestem i przyznam, że też lubię patrzeć na piękne zdjęcia nagich kobiet, chociażby w obiektywie Helmuta Newtona albo innych artystycznych aktów, nie wspominając już nawet o malarstwie, w którym nagość od zawsze była przedmiotem fascynacji.

To, czego doświadczam, oglądając te instagramowe konta, to stymulacja wzrokowa, skierowana jednak głównie do gustu mężczyzn. Są to wrażenia estetyczne, które trwają ułamki sekund, ustępując miejsca nowym, jeszcze lepszym. Wszystkie inne media społecznościowe oferują podobne wrażenia: na facebooku najnowszym krzykiem mody zdają się być strony, do których dziewczyny z danej szkoły same przysyłają swoje nagie zdjęcia, żeby powszechnie je prezentować. Sa to np. strony o nazwie: „Dupeczki z liceum tego i tego“. Z kolei na twitterze, którego często używam, zwykły filtr zrobiony na wiadomości zawierające w sobie słowo „#german“ przysyła mi 50% wiadomości pornograficznych…

Przyznam, że nawet jeśli uważam siebie za osobę dość liberalną i otwartą, ten fakt mnie szokuje. Zastanawiam się czasem, jak będzie ten świat mediów społecznościowych wyglądał za 1 rok? Albo 2? Albo 5?

Oprócz publicznego udostępniania zdjęć, jest jeszcze przecież inny trafik, ukryty w bezpośrednich wiadomościach wymienianych prywatnie. I są też jeszcze inne aplikacje do porozumiewania się, chociażby Whatsapp, Snapchat, czy Viber. Wysyłanie sobie nagich zdjęć między dorosłymi jest również jakimś nowym powszechnym zjawiskiem, ale jest to raczej kwestia indywidualna, jedni robią to, inni nie, w zależności od sytuacji, gustu, własnych potrzeb - oraz zaufania i odwagi.

Można nazwać to odkrywaniem swojej seksualności w świecie opanowanym przez smartfony. Problem pojawia się jednak, bo jest to w tej chwili zjawisko rozprzestrzenione również wśród nastolatków, tych 11-12 letnich też. Według statystyk, ok. 50% wszystkich dziewcząt poniżej 18 roku życia zostało przynajmniej raz poproszonych o to, żeby wysłały tego typu zdjęcie przez takie czy inne medium społecznościowe.

Czy jeśli odbywa się to między równolatkami można to uznać za młodzieńcze eksperymenty? A jeśli nie między równolatkami, to co? Granica między niewinną zabawą, a regularną pedofilią albo propagowaniem pedofilii i pornografii jest tragicznie cienka. Każde nagie zdjęcie wysłane prywatnie może być opublikowane - i najczęściej w przypadku dzieci tak właśnie się dzieje.

Skąd właściwie bierze się ta eksplozja prywatnej nagości udostępnianej publicznie?
Zadając to pytanie myślę automatycznie o większości kobiecych gwiazd dzisiejszej pop kultury, które wyznaczyły szlak, nadały ton poprzez obnażanie swoich kształtów w coraz bardziej odważnych i wymyślnych outfitach i sytuacjach. Beyonce, Miley Cyrus, Katy Perry, Rihanna kontynuują dzieło rozpoczęte kiedyś przez Madonnę… Rihanna na przykład była znana z obnażania się na swoim profilu instagramowym, dopóki Instagram jej stamtąd nie usunął ze względu na zbyt duże epatowanie nagością.

Następną trendsetterką jest tu Kim Kardashian, królowa instagramu, doskonale wtapiająca się w tą formę, choćby dlatego, że jest w stanie przekazać jedynie obraz, wrażenie estetyczne związane ze swoją rozbujałą kobiecością. I tak bardzo nic więcej…

To ona właśnie wymyśliła termin „belfie“, czyli własnoręcznie zrobione zdjęcie swojego (pół) nagiego tyłu, a jej ostatnim wielkim stuntem, jak wszyscy wiedzą, było pokazanie pupy na okładce magazynu „Paper,“ co stało się wydarzeniem internetowym na kilka dni, bogato komentowanym w mediach i poddanym niezliczonym analizom antropologicznym i psychologiczno- socjologicznym, oscylującym między potępieniem jej za kompletny brak jakiejkolwiek ideologii, a doszukiwaniem się w jej akcie wątków rasistowskich.

I choć wiele komentarzy wskazuje na to, że tu nie ma nad czym zbyt długo się zastanawiać, bo pupa jest po prostu pupą i nią pozostanie bez względu na czyjąś interpretację, był to przekaz medialny na skalę światową, który miał na celu wstrząs internetu („break the internet“) i - jak każdy inny tego typu przekaz - składał się z autorki i odbiorców.

Samica, pokazująca bezpretensjonalnie i bezwstydnie swoje kształty oraz siła reakcji medialnej na nią są po prostu kolejnymi dowodami na to, że fizyczność kobiet ma dziś wielokrotnie większe znaczenie niż ich cechy wewnętrzne.

A co teraz z Kim K.? Czy da sobie radę z problemem praktycznym, to znaczy z tym, że jeśli pokazało się już prawie wszystko, to trudno jest rozebrać się jeszcze bardziej i jeszcze lepiej? czy następnym naturalnym i logicznym szczeblem jej medialnej kariery nie będzie przypadkiem oficjalne rozłożenie nóg?

Jest jednak przecież w tym wszystkim druga strona medalu, o której wie najprawdopodobniej nawet ona sama: za 10 lat media, zachwycone w tej chwili jej doskonałością będą pisać o czymś innym, niż jej naoliwiona, jędrna pupa. Media będą przecież czekać na jej pierwsze zmarszczki, na jej kolejne operacje plastyczne, będą szukać jej najgorszych ujęć, na których wygląda najstarzej i najniekorzystniej, dokładnie tak samo, jak robią to w tej chwili z jej matką, która z kolei udaje, że tego nie widzi i o tym nie czyta… A potem- zupełnie automatycznie i w pełni przewidywalnie - zainteresowanie mediów przeniesie się na jej dorastającą córkę. I równocześnie pojawi się kilka innych piękności z nowych roczników...

Pisze tu o Kim Kardashian, ponieważ widzę coraz więcej jej naśladowczyń online. I to, co widzę napawa mnie pewnym zdumieniem, bo mam wrażenie, że to kobiety same nakręcają ten fenomen. To kobiety same, wręcz nieproszone, podają nam, medialnym odbiorcom swoje wdzięki na talerzu, bez przystawki, często na pusty żołądek. Jestem daleka od bycia konserwatywną, ale trudno jest mi nie dostrzec pewnego zaburzenia proporcji, które ma w tej chwili miejsce, nie tylko w mediach oficjalnych, ale przede wszystkim w mediach społecznościowych, gdzie nagie biusty i pupy są na każde skinienie, dostępne w okamgnieniu jednego klika, pomijając już nawet strony jednoznacznie pornograficzne, od których internet aż pęka w szwach.

I patrząc na to zjawisko z pewnego dystansu historycznego, wygląda to dla mnie tak, jakby całe pokolenia kobiet walczyły przez dziesięciolecia o swoje prawa do niezależności i traktowania ich na równi z mężczyznami, czyli poważnie i po ludzku tylko po to, aby teraz móc wykorzystać tę wolność by dobrowolnie zdecydować, że najważniejszym i najistotniejszym dla kobiety jest, gdy z własnego i nieprzymuszonego wyboru spełnia ona pokładane w niej fizyczne i fizjologiczne oczekiwania mężczyzny. Jestem daleka od oceniania tego faktu, ale uważam, że jest w tym pewna ironia losu. W pełni akceptuję uwarunkowanie biologicznie mężczyzn i to że fizjologicznie potrzebuje on kobiety w dużo większym stopniu niż kobieta mężczyzny. To jest bardzo podstawowa potrzeba, która jest objawem zdrowym i której potępiać byłoby bezsensem.

Ale nie jestem po prostu pewna, czy można nazwać to jakimś postępem w historii ludzkości, że nie dalej jak 50 lat temu, przypadkowo odsłonięte nagie kobiece udo powodowało u mężczyzn silne wrażenie erotyczne, a dziś doszło do tego, że trzeba zaprezentować niemalże całą anatomię, żeby cokolwiek się ruszyło.

Dodam tu ten znany już truizm, że dążenie do perfekcyjnych kształtów jest dziś niemal plagą, co jest związane z tym, że kobiety pod względem kryterium „podobania się mężczyznom“ uważają, że mają swoją ważność do estetycznego spożycia. Mowię to bez ogródek, nie owijając w bawełnę, bo uważam, że tak po prostu jest. To bardzo okrutne, lecz prawdziwe. Dlatego tak bardzo nieprzyszłościowe jest to, co w tej chwili się dzieje, bo to dobrowolne nakręcanie fenomenu kobiecego piękna, automatycznie również powoduje u mężczyzn wygórowane wymagania w stosunku do ich wyglądu, mimo że jasnym jest, że tylko ułamek kobiet może te perfekcyjne wymagania spełnić. A i nawet te perfekcyjne kiedyś przestaną być młode i ponętne.

Myślę, że kobiety świadome, do których ja sama chciałabym się zaliczać, jako reakcję na świat dzisiejszych wzorców, którymi jesteśmy atakowane, mają w sobie pewną ambiwalencję, która polega na tym, że z jednej strony nie chcą być one oceniane w kategoriach bycia lub niebycia przedmiotem pożądania, jednocześnie czuja się czasem mniej lub bardziej bezwolnie uczestniczkami wyścigu samic przez sam fakt bycia przedstawicielkami tego rodzaju.

Gęba, pupa, (piersi), łydki. To nie przypadek, jeśli w tym momencie ktoś z czytających ten tekst skojarzył mój tytuł z ironiczną klasyfikacją Gombrowicza w „ Ferdydurke“. Tak, dokładnie to miałam na myśli. Bo patrząc na te wszystkie nagie zdjęcia wyskakujące już dziś z prawie każdej lodówki, widzę „gęby“, czyli twarze w różnych grymasach i odsłonach i myślę sobie, że a nuż pod warstwą makijażu i ustami w dziubek kryje się coś zupełnie innego: samotność, kompleksy, często tez zwykła bieda. „Gęba“ to takie dzisiejsze „ selfie“, pewna poza popularności, atrakcyjności, która jest w gruncie rzeczy bardzo pozorna, „sfiltrowana“, na pokaz, na wyrost. Bardzo często też ludzie prezentujący siebie w różnych odsłonach, w rzeczywistości wyglądają zupełnie inaczej niż na przerobionych zdjęciach.

No i oczywiście „pupa“ (i piersi) - bo ciągłe pokazywanie tych części ciała, golizny, seksapilu, w takiej dawce, jaka to ma miejsce dzisiaj, dosłownie i w przenośni upupia percepcję odbiorcy, odrywa od rzeczy ważnych, istotnych, wzbudza nieustanne zainteresowanie. Mężczyźni się mechanicznie interesują, kobiety się mechanicznie porównują. Ale ten kult nagości wzbudzający zainteresowanie na skale masowa jest w gruncie rzeczy infantylny i pozbawiony treści, sprawia on, że ludzie tak do końca nie są w stanie dorosnąć, za każdym razem kuszeni plotkami i tabloidami, aby przeczytać o rzeczach, które tak naprawdę nie mają najmniejszego znaczenia.

Wreszcie gombrowiczowska „łydka“, symbolizująca wolność seksualną, która to zdaje się być jedną z cech dzisiejszego rozwoju społecznego. Ale znając dobrze Gombrowicza, pojawia się natychmiast konkluzja: przecież ta „łydka” będąca symbolem atrakcyjności fizycznej i powodzenia, oraz tego że „nie ważne co w głowie, ważne co na głowie”, w rzeczywistości jest też jedynie pozą i manierą, która ukrywa, że tak naprawdę jest się w tym wszystkim głęboko tradycyjnym i konwencjonalnym. Te dziewczyny sprawiają wrażenie że są dostępne na wyciągnięcie ręki, a tymczasem w rzeczywistości najczęściej, podobnie jak Kim Kardashian, mają swoich mężów czy narzeczonych, którzy pilnują, żeby przypadkiem ktokolwiek inny ich nie dotknał.

Nie przeczę: w nagości jest piękno, jest w niej hedonizm. Jest w niej umiłowanie życia i natury. Nie ma natomiast głębi. Dobrowolne sprowadzanie swojej własnej kobiecości do funkcji wyłącznie seksualnych jest oddalone od humanizmu, czyli akceptacji kobiety - człowieka takim, jakim ona jest, niezależnie od jej wyglądu zewnętrznego.

I w tym kontekście uważam to za bardzo ironiczne, że feminizm, który z zasady ma złe konotacje, bywa również bardzo medialny, ale niemal jedynie w kontekście wizualnej kontrowersji, tak jak to się dzieje z grupą FEMEN, która swoje jasne i proste hasła przekazuje poprzez pokazywanie się półnago. Wiadomo bowiem, że taka informacja znajdzie się w mediach. Bez elementu nagości, sprawy kobiet nie mają praktycznie wartości medialnej. Wiem to, bo kilka lat temu pisałam angielskie teksty do blogu na temat tzw. women issues. Po zapoznaniu się z możliwościami SEO ręce mi opadły, dlatego że według statystyk najbardziej poszukiwane i klikane frazy z wyrazem woman/women dotyczyły właśnie seksu.

Równie tragikomiczny wydaje mi się być fakt ze wspomniana przeze mnie na początku gwiazdy typu Beyonce i Miley Cyrus pokazujące się publicznie w pozach erotycznych, wykorzystując swoją nagość do prowokacji, nie mają żadnych problemów, aby podczepiać pod to filozofię feministyczną. Jest to swego rodzaju podwójną moralność, bo wiadomo, że robią to przede wszystkim dlatego, że takie zachowanie ma swoją olbrzymią nośność marketingową, więc stoją za tym względy komercyjne, z jakąkolwiek filozofią nie mające wiele wspólnego.

W tym kontekście jest to dla mnie nieprzerwanie smutne, że znam kilka istotnych kwestii dotyczących sytuacji kobiet na świecie, które wymagają dużej uwagi, a tej uwagi nie otrzymują zbyt wiele - albo wcale. Poczynając od tak „luksusowych“ jak na polskim poletku ignorowanie głosu kobiet w dyskusjach politycznych (np. „Kawa na Ławę“) przez zjawisko przemocy domowej również w najbardziej rozwiniętych krajach europejskich. Albo te inne. takie jak masowe aborcje płodów żeńskich w Indiach, gwałty na kobietach stosowane często jako jedna z broni wojennych, czy przeszkody, jakie napotykają miliony dziewczynek na całym świecie, aby skończyć choćby jedną klasę szkoły podstawowej - że wspomnę tylko te, które mi się akurat w tym momencie przypomniały. Bo jest ich bardzo wiele, ale żyją w cieniu tej obezwładniającej golizny, która wylewa się nam z mediów każdego dnia, narzucając nam, jaki obraz kobiety ma być decydujący dla naszej percepcji.
Trwa ładowanie komentarzy...