(Nie)winny rytuał

Jeff Riedel, New York Times
Trybunał Konstytucyjny zadecydował wczoraj, że zakaz uboju rytualnego podjęty w lipcu zeszłego roku przez Sejm RP jest niezgodny z konstytucją. Wbrew nadziejom obrońców zwierząt ten zakaz od początku jeśli nie był niezgodny, to na pewno posiadał domniemanie konstytucyjnej niezgodności. Pisałam już o tym w zeszłym roku, gdy kwestia ta po raz kolejny - tak jak i teraz -była gorącym tematem medialnym. Od razu tez pojawiały się też w tym kontekście komentarze na temat prymitywizmu i zacofania religii żydowskiej i islamskiej. Ale bez względu na to, co myślimy na temat religii, wolność do praktykowania zasad religijnych, do których ubój rytualny już od wieków istnienia religii żydowskiej i islamu się zalicza, jest jedną z podstaw konstytucji demokratycznej Polski i został jako taki zatwierdzony ustawą z roku 1997 jako element prawa do wyznawania religii.

Co ma więc stać wyżej: prawa zwierząt czy (podstawowe) prawa człowieka zagwarantowane przez konstytucję?


Żadne z badań prowadzonych na temat uboju nie dowodzą bezsprzecznie, że znieczulenie, czy ogłuszanie zwierząt przed ich ubiciem jest bardziej humanitarne niż metody rytualne. Przeprowadzone badania, raz potwierdzają, a raz zaprzeczają jakoby któraś z metod uboju byla mniej lub bardziej bolesna.
Co więcej - według statystyk te tzw. „humanitarne“ metody zawierają ok. 15-20% margines błędu, gdy znieczulenie nie działa lub działa z opóźnieniem (co przewyższa całościowy procent uboju rytualnego!) powodując nierzadko gehennę zwierząt. Te statystyki jednak ze względów oczywistych nie pojawiają się w argumentacji ich obrońców .
Jednak ta metoda jest oficjalnie przyjęta jako „humanitarna„ - pytanie jednak czy z rzeczywistej „humanitarności“, czy też raczej z braku innych metod.

Jeśli ktoś choć trochę zainteresował się filozofią koszerności w judaizmie (przejęta potem przez islam) wie, że jej reguły (i wywodzącej się z niej „halaliczności”) są oparte nie tylko na głęboko filozoficznych przemyśleniach i wnioskach, ale również mają one silne uzasadnienie higieniczne i zdrowotne. Fakt niejedzenia takich zwierząt, jak np. świnie, węgorze, czy kraby, ślimaki i owoce morza jest związany z naturalnym środowiskiem, w którym te zwierzęta żyją i czym się odżywiają – co według zasad koszernych uważane jest za nieczyste i niehigieniczne.

Fakt słuszności niełączenia mięsa z mlekiem można dziś medycznie udowodnić i potwierdzić. To samo odnosi się do uboju rytualnego: procesy chemiczne, które zachodzą w krwi i mięsie zwierzęcia uśpionego i zabitego metodą powszechnie uznaną za „humanitarną” niosą w sobie dużo większe ryzyko powstania bakterii niż w przypadku, gdy zabite jednym cięciem zwierzę maksymalnie się wykrwawia (zasadnicza różnica jest również w smaku.) Argument okultyzmu i zabobonów będący najczęstszym z wysuwanych przez przeciwników uboju rytualnego świadczy wiec tu przede wszystkim o głębokiej nieznajomości tematu.

I, co najważniejsze w tym kontekście: ubój rytualny w swojej filozofii zakłada minimalizację cierpienia zwierząt Bardzo wnikliwie i rzeczowo opisuje sferę praktyczną i duchową całego aktu uboju rytualnego rabin i szochet (żydowski rzeźnik) Yehoshua Ellis w wywiadzie udzielonym dla fzp.net.pl. 

„Sens szechity jest dokładnie taki, by sprawić jak najmniej bólu. Trzeba więc troszczyć się, aby zanim zwierzę zostanie zabite – było dobrze traktowane. (…) Za wszelką cenę chcemy ograniczyć do minimum, wyeliminować przemoc wobec zwierzęcia. Wiemy, że je zabijamy, mamy tego pełną świadomość, ale właśnie dlatego chcemy – podkreślam – cierpienie i ból zminimalizować, a nie stosować jakąś sztuczną metodę, która pozwala nam mieć złudzenia, że później zwierzęciem nie musimy się już przejmować. Że ogłuszenie przemienia żyjące zwierzę w przedmiot.”

Rabin Michael Schudrich, ktory sam jest wegetarianinem, w wywiadzie dla gazety Wyborczej w zeszłym roku ustosunkował się do do tej kwestii w ten sposób:

„ogłuszenie jest w uboju żydowskim niedopuszczalne, gdyż uszkadza zwierzę, a Tora zakazuje spożywania zwierzęcia, którego ciało zostało „rozdarte” (Wj. 22:30). Dotyczy to także tzw. odwracalnego ogłuszenia. Natomiast zasadą uboju żydowskiego jest unikanie zadawania zwierzęciu cierpień: jeżeli więc znaleziona zostałaby metoda uboju, która pozbawiałaby zwierzę świadomości, a nie naruszała zasad prawa religijnego, powitalibyśmy ją z radością.”

Obrazy przedstawiające ubój rytualny, które zostały ukazane w filmach  dokumentalnych, np. w do granic wstrząsającym filmie „Earthlinks” były przykładami wynaturzenia tego procederu i zjawiskami odbiegającymi od norm etycznych narzucanych przez obie religie. Z tego co wiem. ukazywały one również jedną, nieistniejącą już dziś ubojnię w USA.

Bądźmy szczerzy: każda metoda zabijania zwierząt jest nieetyczna i według współczesnych norm cywilizacyjnych – wręcz barbarzyńska. Jeśli jednak we wszystkich krajach jest to dozwolone dla pożywienia i przyjemności, to zabranianie wykonywania tego inną metodą (która przeprowadzana poprawnie jest w rzeczywistości prawdopodobnie związana z najmniejszym bólem dla zwierzęcia) jest po prostu podwójną moralnością.

Tym bardziej, że „humanitarna“ produkcja mięsa polegająca na tuczeniu ich na siłę, maltretowaniu ich w hodowli i wreszcie znieczulaniu/ogłuszanie przed zabiciem w ostatnich latach wzrosła dramatycznie i przeszła już dawno granice zdrowego rozsądku, dochodząc do absurdalnej i tragicznej sytuacji wycinania lasów tropikalnych Amazonii, aby tam umieszczać hodowle bydła dla zaspokojenia wygórowanych i niekończących się potrzeb fastfoodowego trybu życia. Warto tu dodać, że na świecie w ten „humanitarny“ sposób zabija się więcej zwierząt niż ludzkość kiedykolwiek jest w stanie zjeść. W tym kontekście zajmowanie się kwestią tak marginalną, jak ubój rytualny jest pewnym paradoksem.

Z tego co zauważyłam - tu przyznaję mogę się mylić, ponieważ nie miałam analizowałam tego tematu zbyt długo - środowiska broniące praw zwierząt wyglądają na …. usatysfakcjonowane faktem że się je zabija - ponieważ zabija się je w sposób tzw. „humanitarny“ i - co być może równie ważne - nie mający nic wspólnego z żadną religią. Jednak wygląda na to, że najbardziej popularnym i praktykowanym aktem sprzeciwu wobec uboju generalnie jest… przechodzenie na wegetarianizm/weganizm. Ubój rytualny jest tymczasem skazany z góry na całkowite potępienie. Czyli postawmy sobie sprawę jasno: czy pomylę się wiele twierdząc, że aktualnym problemem dla obrońców zwierząt nie jest CZY zabijać zwierzęta dla celów spożywczych, tylko JAK je zabijać?…

Ponieważ współczesna demokracja nie doszła jeszcze do tego stadium (totalitaryzmu), żeby zabronić obywatelom wolnego wyboru i praktykowania religii, a z drugiej strony całkowity zakaz uboju jakoś też wydaje się być mało prawdopodobny, gdyż stanowi ważny element gospodarki każdego bez wyjątku kraju, prawdziwym wyjściem z sytuacji, które powinno usatysfakcjonować wszystkie strony byłoby najprawdopodobniej znalezienie metody uboju rytualnego, która zostałaby oficjalnie uznana za humanitarną. To jest wyzwanie zarówno dla strony religijnej, jak i obrońców zwierząt, aby wspólnie, we wzajemnym poszanowaniu swoich światopoglądów, znaleźć cywilizowane porozumienie. Rozważanie naiwne i czysto teoretyczne? Nie sądzę. W dobie dzisiejszej techniki wydaje mi się, że powinno być to jedynie kwestią czasu.

Tak naprawdę jest jeszcze jedno wyjście: zaakceptowanie uboju rytualnego jako wyjątku potwierdzającego ogólnie przyjętą regułę.

----------------------------------
Dane statystyczne na temat uboju rytualnego w Polsce
(jeśli ktoś dysponowałby innymi, chętnie skoryguję)

Ubojnie koszerne/halal:

mięso czerwone: 17-20 (z 800 wszystkich ubojni w Polsce)
drób: 12 (z 194 wszystkich ubojni w Polsce)
Zatrudnienie w ubojniach: łącznie ok. 6000 pracowników.
Procent mięsa z uboju rytualnego (w stosunku do całości uboju w Polsce):
drób – ok 10% (100 000 ton)
wołowina (i inne mięso czerwone) – ponad 30% (95 000 ton)

Podział na mięso halal/koszerne:

halal – ponad 90,000 ton eksportowane do Turcji i innych państw arabskich
koszerne: ok. 4,000 ton eksportowane do Izraela.

Ogólna wartość eksportu mięsa z uboju rytualnego szacowana jest na 250-350 milionów euro rocznie.
Zysk dzięki eksportowi mięsa z takiego uboju dla Polski to 1,2-1,5 mld zł rocznie.
W 2004 ubój rytualny był wciąż na marginesie produkcji mięsa w Polsce. To zaczęło zmieniać się w roku 2010, gdy Turcja, po 14-letnim zakazie – otworzyła drzwi na import wołowiny z EU. Polska, ze swoim rozwiniętym sektorem rolniczym była do tego idealnym partnerem, a reguły z roku 2004 pozwalały na legalny ubój rytualny w duchu halal.
W ten sposób, do 2011 roku, około 30 % (ponad 150,000 zwierząt) całego eksportu wołowiny pochodziło z ubojni rytualnych, przynosząc zysk rzędu 1 mld. euro, a niszowy business rozrósł się i nabrał dużego gospodarczego znaczenia.

W tekście wykorzystałam fragmenty mojego wcześniejszego wpisu na blogu.

Polecam również dzisiejszy artykuł w Money.pl

... oraz program dokumentalny o tym, jak kwestię uboju rytualnego rozwiazano w Holandii.

Trwa ładowanie komentarzy...